Google PlusFacebookTwitter

Religia w szkole

By on 2 maja 2015 in Blog | 8 comments

Share On GoogleShare On FacebookShare On Twitter

Jadłem właśnie frytki, gdy podczas przeglądania Facebooka trafiłem na stronę „Tak dla religii w szkole”. Bardzo nie chciałem tam wejść, bo wiem jak kończą się dyskusje w internecie. Potem trafiłem na kolejny i kolejny wpis na mojej tablicy, lajkowany przez znajomych. Rzuciłem okiem. Teraz siedzę tutaj myśląc wciąż, że internet mnie potrzebuje! Oczywiście nie łudzę się, że moim wpisem zakończę jałowe dyskusje. Będzie tak, że moje trafne i jedynie słuszne argumenty będą dalej podawane w świat (to taki żart).

ktos-sie-myli

Ale o co  tyle szumu?

 

Dyskusja o religii w szkole toczy się raczej od niedawna. Jeszcze w tym roku wystartowała inicjatywa obywatelska mająca na celu zaprzestania finansowania lekcji religii z budżetu państwa. Istnieje szansa, że są środowiska, którym taki pomysł może nie do końca pasować. Powstają więc obrońcy religii, co jest zrozumiałe – jest wróg, jest zjednoczenie, i to na obu „frontach”.

 

Religia w życiu publicznym

 

Teraz nastąpi pewna dygresja, która jednak jest trochę niezbędna do zrozumienia mojej koncepcji. Religia nie powinna mieć swojego miejsca z życiu publicznym. Co to oznacza? W żadnej debacie publicznej czy przestrzeni publicznej nie można używać argumentów z wiary do osiągnięcia jakiegokolwiek celu.

Mówiąc jeszcze bardziej obrazowo. Jeśli dyskutujemy np. o tym czy wojsko powinno istnieć, to nie można używać argumentu z serii „mój bóg każe nadstawić drugi policzek, więc musimy rozwiązać wojsko”. Oczywiście ta sama osoba, może użyć argumentu „Historia jasno pokazuje, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie, rozwiążmy więc wojsko, bo nic dobrego jeszcze nigdy nikomu z tego nie przyszło”. Widzicie subtelną różnicę?

To jeszcze inny przykład. „Homoseksualizm jest zły, bo mój bóg tak mówi. Zakażmy więc jakichkolwiek praktyk pedalskich”. Zupełnie inaczej będzie brzmiało np. takie stwierdzenie: „Przepraszam nic nie wymyśliłem, bo w żadnym źródle nie ma ani jednego sensownego argumentu na ten temat”.

I na koniec „Konkubinat to grzech” vs. „Wg. źródeł z Biblii i innych podobnych ksiąg posiadanie wielu żon było akceptowane i sprawdzało się dla ówczesnego społeczeństwa – przywróćmy to”.

Teraz wypadałoby powiedzieć dlaczego religijne argumenty nie mają prawa głosu. W tym miejscu będę pisał w punktach. Prześledź dokładnie każdy z nich. Jeden wynika z drugiego, Jeśli nie zgadzasz się z którymś punktem koniecznie daj mi znać, ponieważ jest to podstawa do zrozumienia o czym mówię. Jeśli się mylę to cały tekst będzie bezsensowny. A tymczasem sądzę, że tak właśnie to wygląda.

1) Człowiek posiada rozum za pomocą którego poznaje świat. Nie posiadamy innego narzędzia. Mamy tylko co jest związane z rozumowym poznawaniem rzeczywistości – zmysły, reguły logiczne, zasady fizyczne, teorie naukowe, eksperymenty i inne powiązane kwestie.

2) Na gruncie naszego rozumu nie da się udowodnić ani obalić kwestii istnienia jakiegokolwiek boga (bóg jest transcendentalny, w skrócie oznacza to, że jest całkowicie poza naszymi możliwościami poznawczymi).

3) Każdy argument odnoszący się do: istnienia, działalności, tworów boga, musi zostać automatycznie odrzucony jako niemożliwy do zweryfikowania.

Dlatego właśnie jakakolwiek próba powołania się na autorytet boga jest skazana na niepowodzenie. Dlatego też uważam, że nie należy takich argumentów używać i stosować – są one po prostu pozbawione sensu.

 

Tak dla religii w szkole

 

Przejdę teraz do miejsca, gdzie znalazłem ciekawe treści odnoszące się do tego czy religia powinna być nauczana w szkole. Nie umiem nie odnieść się do niektórych arcyciekawych argumentów. Wszystkie poniższe cytaty pochodzą z jednego fanpaga – Tak dla religii w szkole. Jeśli ktoś nie wierzy, że można takie rzeczy pisać, to można przekonać się osobiście (pisownia oryginalna).

Niewiele jest parafii w Polsce, które są przystosowane do wielorazowego przyjmowania młodzieży w warunkach godnych, nadających się do nauki. […]do przewidzenia wydaje się scenariusz, w którym rząd – w ramach zadośćuczynienia – w znaczny sposób dotowałby przeprowadzenie koniecznych, wspomnianych powyżej remontów. Drogi Ateisto, czy chcesz, by z Twoich podatków były przeprowadzane remonty sal parafialnych? Znacznie wygodniejszą opcją jest stan obecny, w którym mamy do czynienia niejako z darmowym wypożyczaniem klas szkolnych na potrzeby parafii.

Pan Mateusz

Panie Mateuszu, nie ma przecież najmniejszych podstaw żeby państwo ingerowało w sprawy jakiegokolwiek kościoła. Istnieje rozdział państwa od kościoła. Czyli to kościół musi sam zadbać o to, gdzie i w jaki sposób chce rozwijać swoją działalność. Oczywiście nie ma nic złego w wypożyczaniu za darmo sal szkolnych. Natomiast jest już problem jeśli państwo ma płacić za nauczycieli tegoż przedmiotu – a to są dwie różne rzeczy.

Jakos przeciw religii w szkole sa lewaki,ateisci itp,a argument ze powinno sie wszystkich religii nauczac jest smieszny,bo najwidocznirj skoro wiekszosc w Polsce stanowia katolicy to po co nauczac religii falszywych jak judaizm lub islam?

Pani Małgorzata

Aż sam nie wiem od czego zacząć. Czy od kwestii, że argument z serii jest nas więcej, więc mamy rację przyrównać do starego żartu – jeśli kilkadziesiąt miliardów much je kupę, to znaczy, że one nie mogą się mylić – zróbmy to samo! Czy może do tego, że uznawanie jakiejś religii za fałszywą, tylko dlatego, że urodziło się na takiej szerokości geograficznej, a nie innej, jest raczej nietrafione? Widział ktoś ostatnio lodowe giganty? Nie? Thor obiecał, że się ich pozbędzie… A może wyjaśnimy również kwestię co ma lewak do ateisty?

Jestem ciekaw jakie będziecie miec miny kiedy muzułmanie będą zabijać Waszą rodzinę, Waszych przyjaciół, najbliższych…obcinając im głowy, nabijać na pal czy szarpać i ciągnąć zwłoki po ulicach muzułmańskich miast. Wtedy nie będziecie tacy mądrzy, wybitnie wykształceni z dziedziny „mieszanie religii chrześcijańskiej z błotem”. Pierwsze a zarazem ostatnie Wasze słowa przed śmiercią z rąk muzułmańskich bojowników będą brzmiały : „Boże, ratuj! ” Zastanówcie się nad tym zanim będzie za późno…

Pan Maciej

Tutaj znów trafiamy na bardzo ciekawą i wciąż nurtującą mnie kwestię. Istny egocentryzm. Moja religia jest najmojsza bo jest moja. Argument oczywiście całkowicie nietrafiony. Tak naprawdę każda religia jest błędna i nieprawdziwa. Być może nawet każda religia powinna zostać zakazana? Ale jest tu poruszona ważna kwestia – ekstremizm i pakowanie się religii tam gdzie nie ich miejsce. Tylko czy teraz mówię o katolikach, muzułmanach czy żydach – kto nas obroni przed kim?

Po co ta batalia? Jeśli religia nie wywodzi się od Boga, nie ma Boga, to religia upadnie wcześniej czy później sama. A ona trwa pomimo licznych i wielowiekowych prześladowań. Po co dyskutować nad faktami? Wystarczy przeczytać dzieła J. Flawiusza, Swetoniusza, Pliniusza, Tacyta, etc., (historyków wrogich religii), którzy stwierdzają fakt, że Jezus był, żył, że był Bogiem. Więc chyba nie wypada ośmieszać się, negując to, co pisali setki historyków starożytności. W innych krajach nie dyskutuje się nad tym tematem, faktem. Tylko u nas dowodzi się, że Boga nie było i nie ma. W ten sposób ośmieszamy się i narażamy się na ignorancję. Już w latach 50. XX wieku nie kwestionowano tego faktu. Więc nie udowadniajmy czegoś, czego nie można udowodnić.

Pan Marek

Byli kiedyś scholastycy. Oni uznawali tylko jeden rodzaj argumentu – z historii. Tzn. że jeśli ktoś coś kiedyś powiedział to na pewno miał rację. Czyli prawda była determinowana przez to czy ktoś to powiedział dawno temu i najlepiej żeby już nie żył. Jeśli Tacyt powiedział, że bóg to bóg, to na pewno jest to prawdą.

Okazuje się, że już od dosyć dawna ludzie próbowali, z różnym skutkiem kwestionować istnienie boga. W tym cytacie można jeszcze znaleźć mój ulubiony sposób argumentowania – z indukcji. Jeśli zawsze tak było, to znaczy że zawsze tak będzie. Jeśli setki starożytnych historyków mówi, że bóg jest, to on na pewno jest. Jeśli ja nigdy się nie pomyliłem, to nie pomylę się nigdy – och lubię to.

 

Nie dla religii w szkole

 

Tak na prawdę to nie mam nic przeciwko nauczania religii w szkole. Serio. Chciałbym tylko za to nie płacić. Ot tyle. Nie widzę przeciwwskazań, żeby kościół użyczał nawet bezpłatnie sale lekcyjne. Tak samo robią to chociażby harcerze, którzy bardzo często swoje zbiórki organizują w szkołach. W końcu to miejsce po to właśnie jest. Nie widzę jednak powodu, dla którego miałbym płacić m.in. za wynagrodzenie dla katechetów.

Nie mam nic przeciwko temu, że grupa ludzi myli się co do pewnej hipotezy, ja robię to cały czas, szukając różnych rozwiązań. Natomiast jako że nie da się obronić żadnej koncepcji religijnej nie możemy sankcjonować takiego nauczania w ramach publicznej placówki.

Nie można uważać, że kreacjonizm jest równorzędną teorią do teorii ewolucji. Właśnie dlatego, że ta pierwsza oparta jest na błędnych założeniach. Nie twierdzę, że w teorii ewolucji nic się już nie zmieni, ale jak na razie jest to teoria najlepiej opisująca rzeczywistość.Można oczywiście tego uczyć na spotkaniach z księdzem. Nie można jednak tolerować tego, że ktoś próbuje swoje nieprawdziwe i niesprawdzalne propozycje przedstawiać jako prawda objawiona, z którą na dodatek nie sposób w żaden sposób dyskutować. Na końcu i tak zawsze padnie zdanie „Niezbadane są ścieżki boga”.

Powiem to jeszcze raz na koniec. Bardzo wyraźnie. Tak żeby nie było wątpliwości.

Jako że religia jest wymysłem człowieka i jest oparta na błędnych założeniach, nie można jej traktować poważnie. Dlatego właśnie nie można jej nauczać w szkole zaraz obok biologii czy fizyki (nawet jeśli biologia myli się w kilku kwestiach).

Nie będę rozprawiał się nad poszczególnymi argumentami. Nie trzeba mówić o rozdziale kościoła i państwa, o braku przygotowania pedagogicznego katechetów, o absurdach jakie dzieją się na lekcji religii, o rekolekcjach i zmuszaniu uczniów do odmawiania modlitw. To wszystko jest z gruntu niewłaściwe. Właśnie dlatego, że religia nie powinna mieć swojego miejsca w życiu publicznym.

Jeśli ktoś się nie zgadza – a sądzę, że znajdzie się jedna czy dwie takie osoby, to proponuję najpierw rozprawić się z fundamentem moich rozważań. Jeśli to się uda – wtedy oczywiście chętnie zmienię zdanie. Czepianie się poszczególnych zdań jest oczywiście łatwiejsze i przyjemniejsze – sam to przecież zrobiłem, ale nie zaprowadzi do znalezienia odpowiedzi na pytanie o sens życia. (Mimo że odpowiedź to „42” – co jest oczywiste).

8 komentarzy

  1. giant

    2 maja 2015

    Post a Reply

    Jeśli zdarzy mi się wejść w polemikę na profilach czy funpage’ach (podobnych do tego opisanego w tekście) często tego żałuję. Mam wrażenie, że nikogo moje słowa nie przekonują. Zwłaszcza jak człowiek stara się napisać sensowną odpowiedź pod opiniami takimi jak te cytowane. No, ale cóż, czasami aż krew zalewa i nie można się powstrzymać:P Zawsze się na to nabieram. Nie bez powodu ten obrazek z nagłówka tak wiele mówi. Co ciekawe, ludzie wypisujący takie głupoty, swoje zdanie czerpią od „autorytetów”, przyjmując je bezkrytycznie. Nic do nich nie trafia. Smutne to w sumie.

    • Piotr

      2 maja 2015

      Post a Reply

      Tak, to prawda. Człowiek sobie obiecuje, że już nigdy nie wda się w internetową dyskusję…
      A poglądy niektórych są… „ciekawe”

  2. Spróbujmy tak na szybko.

    Cieszy mnie, że do głównego pytania podszedłeś społeczno-pragmatycznie. Ja także nie widzę problemu w lekcjach religii w szkole, zgadzamy się także że sposób organizacji tych zajęć powinien być inny. Nota bene uważam, że obecny układ szkodzi zarówno „interesom” osób niewierzących jak i wierzących. Tyle jeśli chodzi o główną kwestią tekstu.

    Z tym co uznajesz za fundamenty mam jednak duży problem, a konkretnie z twierdzeniem „Religia nie powinna mieć swojego miejsca z życiu publicznym”. Widzę tu 3 duże problemu:

    1) Nie widzę żadnego logicznego związku między Twoim 3-punktową argumentacją a tym twierdzeniem. Chcesz wykluczyć irracjonalne argumenty z debaty? Świetnie, ale gdzie tu łącznik z twierdzeniem, że religia (która nie wiedzieć czemu jest u Ciebie osobną kategorią irracjonalizmu) nie ma miejsca w życiu publicznym? Poszedłeś o krok za daleko i jest to logicznie nieuzasadnione.

    2) Również ideowo nie mogę się z tym zgodzić. Religia jest nie tylko systemem wierzeń, ale też (a przynajmniej na gruncie cywilizacji zachodniej) nośnikiem wartości i idei. Takie idee jak wolny człowiek, godność osobista czy wspólnota (i wiele innych) jest cywilizacyjnie sankcjonowanych na fundamencie religijnym. Powołujesz się na zasadę rozdzielności kościoła od państwa, a to przecież zasada skrajnie chrześcijańska, jeśli nie rzymsko-katolicka. Nie uświadczysz jej w islamie, prawosławiu i zasadniczo tylko cywilizacja zachodnia zbudowana jest na tej zasadzie. Wynikają z tego ogromne różne historyczne i społeczne, np. między Europą zachodnią i wschodnią, gdzie demokracja nie ma podstaw ideowych uwarunkowanych religijnie jak nas. Odcinanie religii ze sfery publicznej jest cywilizacyjnie nie tylko dla mnie niezrozumiałe, ale jest wręcz strzałem w kolano innych naszych zasad.

    3) Co najciekawsze, moim zdaniem sam się z tym twierdzeniem nie zgadzasz. Skoro godzisz się na lekcje religii w szkole publicznej (choć na innych zasadach, podobnie jak ja) to gdzie tu brak miejsca religii w życiu publicznym? Tym bardziej uważam, że poszedłeś z tym twierdzeniem o krok za daleko, a Twój tekst pokazuje, że zupełnie niepotrzebnie.

    To było na szybko, mam nadzieję, że się nie pizgłem 🙂 Do usłyszenia!
    Damian

    • Piotr

      3 maja 2015

      Post a Reply

      1. Łącznik to właśnie brak racjonalnych podstaw. Jeśli ktoś wierzy, że jego poglądy przekazał mu bóg, to uważam, że nie ma miejsca na taki argument w sferze publicznej. Stąd nauczanie religii nie może być finansowane przez państwo – bo jest to wtedy zgoda na tego typu retorykę. Wyjaśnij mi bardziej o co Ci chodzi – ponieważ nie bardzo wiem jak mam się inaczej odnieść do tego punktu.
      2. To w takim razie żądam strzelenia sobie w kolano. Nie widzę powodu aby odrzucać jedną z trzech podstaw kultury europejskiej i dorobku (bez jego oceny). Natomiast to co wiedzieliśmy kiedyś, jest już częściowo nieaktualne. Nie warto tkwić w przekonaniu że „ziemia wciąż jest płaska”. Nie służy to niczemu. Nie odrzucam dorobku, natomiast w obecnym kształcie religia nie jest do niczego już potrzebna.
      3. Rozróżniam życie publicznej od sfery działania różnych ugrupowań. To że nie uważam że bóg istnieje, nie oznacza, że odmawiam takiego prawa innym. Szkoła jako miejsce publiczne może (a może nawet powinno?) być otwarte dla różnych pomysłów. Jest wolność zgromadzeń i słowa. Dopóki te działania nie wchodzą w konflikt z wolnością innych – niech bóg będzie z nimi. Monarchiści też mają prawo się spotykać i zastanawiać się jak przegłosować w demokracji powrót monarchii 😛

  3. Chodzi mi o to że stawiasz znak równości między irracjonalną argumentacją a religią, a jest to logicznie nieuzasadnione. Po pierwsze dlatego że odrzucasz możliwość innej argumentacji że strony religii, po drugie dlatego że ograniczasz grupę irracjonalnych argumentów. Ateiści mogą je stosować? Oczywiście że nie, więc co nam daje Twoje twierdzenie? Moim zdaniem nic i zgodnie z powyższym, jest ono nieuzasadnione.

    Ad.2) Skoro nie chcesz odrzucać dorobku, musisz zachować religię w życiu publicznym. Nie musisz godzić się na obecny kształt i sposób funkcjonowania religijnych stowarzyszeń.

    Ad.3) Jeśli używasz pojęć po swojemu, to pierwej je zdefiniuj albo zweryfikuj swoje stwierdzenie, bo w takim kształcie jest moim zdaniem błędne.

  4. Piotr

    5 maja 2015

    Post a Reply

    1. Tak na prawdę to chciałbym ograniczyć wszystkie irracjonalne argumenty. Religia jest obecnie po prostu najbardziej jaskrawym przykładem. Co do „po pierwsze”, to pisałem, że argumenty nie pochodzące (nie tłumaczone przez) od boga są akceptowalne – chyba że nie o to Ci chodziło? Na drugie już odpowiedziałem wyżej.
    2 i 3. Tak. Należałoby być konsekwentnym. Aby miało to ręce i nogi, należałoby całkowicie wykluczyć wiarę ze wszystkich aspektów naszego życia – jestem gotów ponieść ten koszt 😛

  5. Prawdopodobnie wykracza to poza sens rozmowy w komentarzach u Ciebie, bo i tak sami rozmawiamy 😛 ale przy takich postulatach, zawsze chciałbym widzieć bardzo jasne określenie oczekiwań względem ich efektów. Podzielając bowiem ateizm, mam przekonanie, że odrzucenie religii z życia publicznego jest nie tylko szkodliwe, ale zwyczajnie niepotrzebne do tego, co, jak sądzę, chciałbyś osiągnąć. Piszesz o chęci ponoszenia kosztów, a nawet nie wiesz czy są one konieczne 🙂 Mówiąc bardzo krótko, po to istnieje zasada rozdzielności państwa od kościoła (wymyślona przez Jezusa, a nie przez laickich liberałów) by wokół niej zbudować państwo oparte na wspólnocie wolnych ludzi, eklezji, które było ideą równie żywą w Starożytnej Grecji jak i we wczesnych latach chrześcijaństwa.

  6. Dedicated servers

    16 marca 2017

    Post a Reply

    Ocena z przedmiotu religia nie wplywa na promocje do nastepnej klasy lub ukonczenie szkoly, ale jest wliczana do sredniej ocen ucznia. O udziale ucznia niepelnoletniego w nadobowiazkowych zajeciach z religii decyduja jego rodzice, natomiast uczen pelnoletni sam podejmuje decyzje w tym zakresie.

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This