Google PlusFacebookTwitter

Wystarczyłaby historia o penisie żeby wszystko zmienić?

By on 6 kwietnia 2015 in Blog | 0 comments

Share On GoogleShare On FacebookShare On Twitter

Czy ten człowiek był zbyt przerażony o swoje życie, że nie uświadomił sobie, że być może wystarczyła historia o penisie, by zmienić świat? Można go potępiać można się z nim nie zgadzać, lub wprost przeciwnie. Fakt, pozostanie jednak faktem, ten człowiek zmienił nasze postrzeganie bezpieczeństwa informacji na świecie. Jednak nie na długo. Oto krótka historia, która pokazuje, że wszystko mogło potoczyć się inaczej.

Znasz pewnie powiedzenie, że trzeba umieć dobrze się sprzedać, pokazać z najlepszej strony. Mówią Ci to, gdy starasz się o nową pracę, zdajesz egzamin itd. Pierwsze wrażenie jest równie istotne. Pierwsze kilka sekund, kilka zdań i gestów. Jak to ma się więc do sformułowania: nie oceniaj książki po okładce? Albo tego, że liczy się wnętrze, a nie powierzchowność? Pewnie w obu przypadkach jest trochę prawdy. Pewnych rzeczy nie możemy jednak wyeliminować.

Ludzie postrzegają w bardzo specyficzny sposób. Nasz mózg jest tak uwarunkowany, że musimy wciąż oceniać i przetwarzać szybko informacje. Dlatego nie ma możliwości, żebyśmy wyłączyli ten sposób postrzegania rzeczywistości. Nie ważne więc, czy to źle czy to dobrze. Tak po prostu jest. Dlatego należy raczej nauczyć się z tym żyć, niż narzekać, bądź próbować z tym walczyć. Korzystniej będzie wiedzieć jak to wykorzystywać.

Człowiek, o którym pisałem we wstępie to Edward Snowden, koleś, który ujawnił masę dokumentów. Bardzo ciekawych dokumentów, dotyczących tego, co rząd amerykański wie o swoich obywatelach. Czy kojarzysz ten temat? Minęło już 2 lata od tamtej afery. Dlaczego więc o tym piszę? Bo właśnie obejrzałem ciekawy filmik, który potwierdził mnie w przekonaniu, że opowiadanie historii jest niezbędne do sukcesu. Nieważne czy chcesz sprzedać komputer, szkolenie, czy powiedzieć światu, że jest podsłuchiwany i inwigilowany przez kogoś na kogo głosował.

Czym jest storytelling

To sformułowanie jest stosunkowo nowe, ale opisuje zjawisko stare jak świat. Wykorzystywane obecnie w marketingu i sprzedaży. Polega na opowiedzeniu angażującej historii. Proste prawda? Każda książka czy film to tak naprawdę opowiadanie historii.

Zauważasz pewnie, że nie ruszają Cię historie o tragedii tysięcy ludzi, o głodzie, trzęsieniach ziemi, wojnie. Obojętnie przechodzisz obok zdjęć bezkresnego obozu dla uchodźców, zdjęć pola bitwy, czy mas ludzi uciekających przed czymś lub kimś. A wystarczy, że w kontekst wstawić bohatera. Postać, której historia zostanie opowiedziana. Od razu zmienia się optyka.

Można by sparafrazować klasyka złotych myśli.

Historia jednego człowieka to tragedia. Historia milionów ludzi to statystyka.

Wszystkie poruszające historie dotyczą jednostki, jakiegoś fragmentu czy wycinka. Bo to bardziej angażuje odbiorce. Ludzie zauważyli to już dawno, dawno temu. Teraz bada się to dogłębnie, ponieważ można na tym zarobić.

Wiemy dobrze, że sprzedają emocje. Nie logika czy racjonalność. Jest ona pomocna, ale decyzja o zakupie, to emocje. Zwykły tekst nie jest w stanie sprzedać nic. Ale jeśli uda nam się wywołać pożądane uczucia, wtedy mamy większą szansę. Jak to działa?

Oto jeden z wielu przykładów jakie podaje mistrz reklamy John Caples z książki „Skuteczna Reklama”:

Parę lat temu byłem bliski bankructwa. Rujnowały mnie wysokie ceny i podatki. Musiałem zdobyć więcej pieniędzy lub obniżyć standard życia.

Zamówiłem próbną subskrypcję „Wall Street Journal”. Czytałem uważnie wszystkie ostrzeżenia. Wykorzystałem pomysły, które mi podsuwano, na zwiększenie mych przychodów. i zmniejszenie kosztów. Zdobyłem pieniądze, których potrzebowałem. W zeszłym roku moje dochody wzrosły o 40%. Uwierzcie mi, codzienna lektura „Wall Street Journal” to wspaniały pomysł, od którego można zacząć. Teraz czuję, że żyję!

Można by przecież inaczej sprzedawać tę gazetę. Można np. zrobić hasło reklamowe, że „nasz adres to dziesięć liter i kropka”. Tak więc chodzi o to, aby osobiście zaangażować odbiorcę w to o słyszy, czy czyta. Jeśli wywołamy emocje, mamy większą szansę na reakcję.

Penis a sprawa Snowdena

No dobrze, ale o co chodzi w takim razie z tym Snowdenem? Inspiracją do tego wpisu był pewien filmik. John Oliver w swoim programie zajmuje się różnymi problemami i podchodzi do nich… bardzo… „poważnie”. Warto oglądać. Jeśli jednak nie chcesz zainwestować 30 minut w swoją przyszłość, to tutaj masz skrót i esencję tego o co mnie chodzi.

Snowden udzielił wywiadu, w którym twierdzi, że to co zrobił zmieniło bardzo wiele i ludzie są teraz bardziej świadomi zagrożeń.

Na filmiku jasno widać, że jego zdanie musi zostać zweryfikowane. Ludzie go nie kojarzą, a jeśli kojarzą to nie do końca właściwie. Przypadkowo spotkane osoby na ulicy nie są w stanie przypomnieć sobie kim był Edward. Coś im świata. Jak tłumaczy autor programu, nie spotkali żadnej osoby, która wiedziałaby kim jest ta kontrowersyjna postać.

Wcześniej prowadzący program Last Week Tonight pokazał wyniki badań, z których wynika, że 46% Amerykanów ma „gdzieś” lub „zupełnie gdzieś” kwestie inwigilacji. A teraz dochodzimy do miejsca gdzie jest penis pogrzebany.

„Byłaby to niewybaczalna ingerencja w moją prywatność” – takie i podobne słowa słyszymy. Każdy z uczestników sondy ulicznej całkowicie zmienia nastawienie do problemu, gdy zadano mu pytanie – a co gdyby rząd dysponował zdjęciem Twojego penisa.

Być może oczywiście przeceniam możliwości i siłę opowiadania historii. Być może w tym przypadku to by nie wystarczyło. Bo przecież są wielkie korporacje, którym nie zależy żeby publiczna debata się odbyła (to taki teorio spiskowy żart). Natomiast fascynujące jest to, że lekka zmiana punktu nacisku, bądź postawienia akcentu i sprawa mogłaby nabrać zupełnie innego kierunku.

Oczywiście, zastanawianie się czy moje (i nie tylko moje) przyrodzenie byłoby w stanie zmienić świat jest czczym gdybaniem. Pokazuje jednak siłę jaka drzemie w umiejętności sprzedania informacji. Snowden twierdzi, że chciał zmienić świat. No cóż, chyba mu się nie do końca udało. Zobacz jak emocjonalnie ludzie zareagowali na fakt, że rząd może posiadać ich intymne zdjęcia. Nie obchodzi ich szpiegowanie, inwigilowanie, sprawdzanie kont bankowych i bilingów telefonicznych.

A jako ciekawostkę powiem Ci jeszcze. Może zresztą o tym wiesz? Nasze maile mogą być w posiadaniu agencji Stanów Zjednoczonych? Wystarczy, że wirtualnie zmienią swoje miejsce na serwerze i trafią do USA, nawet na chwilę, bądź przelotem.

Tak więc, jeśli następnym razem to Ty będziesz chcieć zmienić świat, albo będziesz posiadać jakieś rewelacyjne informacje – zastanów się czy nie lepiej opowiedzieć tego inaczej.

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This